Ceny i Rezerwacja


Ceny i Rezerwacja


Jeden dzień w hotelu bossa nova 11.06.2015

słuchamy MARTIN LOGAN i ANTHEM

Kiedy się budzę, słyszę śpiew ptaków zza okna. I nic poza tym. Zgiełk miasta ; tramwaje, autobusy, roboty drogowe, zostawiłem daleko stąd. Toaleta, natrysk. Kochanie - czekam ca Ciebie na dole - mam ochotę na łyk kawy. Wychodzę na korytarz i odkrywam, że nie jesteśmy w hotelu sami. Kilka osób chce wcześnie rozpocząć ten piękny dzień. Już w sportowych ubraniach idą na śniadanie. Gość z sąsiedniego pokoju - dzień dobry - spojrzenie życzliwe bez cienia ironii. Jak dobrze, że ściany są dobrze wygłuszone - uśmiecham się do siebie wspominając uroki wczorajszego wieczoru. Zapach świeżo mielonej kawy owija się wokół mnie i ciągnie po schodach. Jak lunatyk zdążam do bufetu i nalewam pełną filiżankę. Wszystkie poranki świata zaczynają się od czarnej kawy. Siadam w fotelu w ogrodzie pod starym sękatym bukiem. Piję pierwszy łyk. Zamykam oczy. Śpiew ptaków, szum wiatru w liściach drzew, w tle łagodna muzyka pieści zmysły. Całuje mnie w czoło, dzień dobry kochanie, dziękuję za wspaniały wieczór. Tak dobrze spałam po tym szampanie. Idziemy na śniadanie. Bufet - kolorowy festiwal smaków. Pasztety, galaretki. porcje białego sera, wędliny, pieczenie i coś ze wspomnień dzieciństwa ; kulki owsianki z bakaliami i ryż z jabłkami. Uśmiechnięta pani pyta nas czy życzymy sobie może jajka na miękko, a może jajecznica na maśle, a może omlet? Zapach świeżo pieczonych bułeczek i chlebów. Jest pysznie. Postanowienie - musimy dużo się ruszać. Góry czekają na nasze kroki. Buty, polary do plecaka, aparat. Idziemy.

W recepcji doradzono nam kilka tras zaczynających się tuż za hotelem. Wybieramy Śnieżne Kotły. Idziemy żółtym szlakiem, który zaczyna się 200 m od hotelu, do schroniska Pod Łabskim Szczytem, potem czerwonym szlakiem do Śnieżnych Kotłów. Cudowne widoki, obłoki jak wata cukrowa, a pod nami dolina z wioskami i miastami. Doskonała widoczność. Mamy wrażenie, że zaraz zobaczymy miejsce skąd przyjechaliśmy. Powietrze czyste i rześkie. Czary. Trzymamy się za ręce, jesteśmy szczęśliwi i wolni.

Po powrocie zimne piwo z beczki w hotelowym barze. Potem natrysk i chwila z książką. Na kolację zupa sandaczowa, szaszłyk z wołowiny poprzedzielanej kolorową papryką i cukinią. Na deser creme brulee. Wszystko świeże i niezwykle smaczne. Jak dobrze, że nie skusiliśmy się na smażoną kiełbasę i kwaśnicę w schronisku. 

W saunie ziołowej odpływamy do krainy nic-nie-muszę. Pomaga nam w tym butelka szampana przyniesionego w lodzie przez kelnera. 

Czarne płyty z lat 70-tych i 80-tych zachwycają wspaniałym brzmieniem. Węgliki żarzących się lamp. Ten Years After - koncert tylko dla nas. Muzyka, na którą nie mam czasu w domu, tu rozkosznie pieści zmysły. Wreszcie jest czas, żeby posłuchać drugiej strony płyty.

Żegnamy wspaniały dzień lampką koniaku zawinięci w koce w ogrodzie pod bukiem.

W pokoju czeka czyste i wygodne łóżko. Przed snem kilka stron ostatniej książki Tomasza Jastruna - Kolonia Karna Sceny z życia małżeńskiego. Czytamy sobie dla żartu na głos ; ONA i ON.

Śmiejemy się, żartujemy, całusy i pieszczoty.

A za oknem w lasach i górach Karkonoszy, w szumie rzek i wodospadów czeka na nas następny dzień, który niechybnie zapuka w nasze okno następnego ranka.

hotelsystems